O łatwości pewnych ideologicznych narracji na gruncie historii i jej konsekwencjach dla współczesnej lewicy

Problem naukowości historii

Pogląd odmawiający naukowości opisom oraz twierdzeniom historycznym czy możliwości ich sformułowania nie jest nowy. W skrajnym przypadku każdą tego typu publicystykę traktuje się jako rodzaj literatury pewnego gatunku. Na drugiem biegunie mieści się wprost przeciwny osąd, że jest to pełnoprawna nauka, ale o specyficznym przedmiocie, którym są jednostkowe fakty.

To budzi kontrowersje, ponieważ inne nauki, np. przyrodnicze dążą do sformułowania praw ogólnych, obowiązujących w każdym czasie i przestrzeni. Tymczasem w historii niekiedy stawiane są pewne ogólnie prawa, ale zawsze dąży się do opisów w konkretnym czasie, coraz dokładniejszego lub wielostronnego ujęcia pewnych jednostkowych faktów. Równocześnie do badania tych zdarzeń wykorzystuje się często cały arsenał nowoczesnych technologii. Ponadto korzysta z zaawansowanej metodologii weryfikacji uzyskanych wyników. To wszystko sprawia wrażenie spełniania najważniejszych standardów naukowości oraz rodzi przekonanie, że mamy do czynienia faktycznie z nauką.

Jeśli jednak przyjrzeć się dokładniej narracjom historycznym, to widać, że są skoncentrowane wokół pewnych kategorii społecznych, z których najważniejsze i najczęściej stosowane to organizacje państwowe, klasy społeczne albo pewne obszary geograficzne z całym kompleksem środowiska biologicznego i geofizycznego wraz ze zmieniającą go ludnością. Tak więc fakty z przeszłości ludzkich społeczeństw nie są czymś neutralnym, lecz są ujęte w tych trzech różnych aspektach. Odpowiadają one różnym ideologiom społecznym. Nie ma bowiem nic przyrodniczego, co kazałoby przyporządkować te fakty wyłącznie do jednego z tych trzech ujęć.

Pozór historii jako niezależnej nauki wynikał też dawniej z przyjmowanego słownictwa i tradycji filozoficznej. Definiowano ją m.in. jako naukę o dziejach. Ta specyficzna odrębność pojęciowa dziejów jest możliwa tylko na gruncie pewnych idealistycznych filozofii. W realistycznej semantyce dzieje ludzkości nie znaczą nic innego jako przeszłość ludzkich społeczeństw. A więc tutaj znowu jawi się co najmniej zależność tej nauki od innych nauk społecznych, jak nie bycie po prostu syntezą działów nauk odnoszących się do dawnych społeczeństw.

Zdarzenia historyczne, społeczeństwa, nauki społeczne. Problemy z wykorzystaniem metod nauk społecznych do społeczeństw z przeszłości

Pozostaje więc szukać specyfiki naukowej historii w metodologii, zbadać, czym są metody uzyskiwania wiedzy historycznej, w szczególności ustalanie faktów.

Dla celów dyskusji należy zrezygnować ze sztywnej konwencji nazywania historią okresu od pojawienia się źródeł pisanych, przesuwając początek na czasy na tyle bogato udokumentowane przez wykopaliska, że można z dużym prawdopodobieństwem zrekonstruować codzienny byt materialny mieszkańców dawnych osiedli. Czym będzie wtedy ustalanie faktu? To poszukiwanie zdarzenia, który przewiduje jedna z nauk społecznych: socjologia, ekonomia, rzadziej psychologia, geografia lub ekologia gospodarki.

Najczęściej tymi wybranymi do ustalenia zdarzeniami są te, które są badane i wiązane w pewne prawidłowości przez socjologię i ekonomię. To fakty np. z zakresu organizacji wojskowej, np. obraz organizacji wojennej danej społeczności albo odpowiedzi na pytania, jakie płody rolne sprzedawali rolnicy na okolicznych rynkach, co za nie dostawali, jakie grupy mogły wtedy gromadzić bogactwa i pieniądze. Są to zagadnienia wymienionych nauk. Ich specyfika polega na tym, że dotyczą społeczeństw z przeszłości. Mieszczą się więc w działach socjologii i ekonomii historycznej. Dlaczego więc historia nie jest zawarta w specyficznych odmianach tych nauk, tylko jest tworzona jako osobna nauka? Tutaj kluczowa jest kwestia metodologii, możliwości uzyskania wiedzy w tym zakresie. Ten typ wiedzy socjologia i ekonomia hipotetycznie mogłyby uzyskać bez uciekania się do ustalania faktów historycznych. Empirycznie mogłoby to polegać na symulowaniu funkcjonowania takich społeczeństw. Jednak napotkalibyśmy wtedy ogromne trudności natury praktycznej. Musiałyby do celu być wykorzystane zbiorowości żyjące w pewnych skansenach, sztucznych warunkach. Ludzie ci dodatkowo nie mogliby mieć kontaktu ze współczesną cywilizacją, w szczególności posiadać obecnego stanu wiedzy o świecie i społeczeństwie. Na dodatek należałoby znieść wszelkie ograniczenia prawno-moralne dla symulacji konfliktów wojennych np. w celu ustalenia możliwego przebiegu bitew. Występują trzy podstawowe bariery wykluczające możliwości dostarczenia przez symulację takich danych:

1) ekonomiczno-socjalne: aby uzyskać wiedzę o jakimś nawet prostym fakcie socjologicznym dawnych społeczeństw, należałoby hodować specjalnie zbiorowość ludzką w skansenie aż do uzyskania dojrzałości jej przedstawicieli, bądź nawet dłużej, to zaś wiązałoby się z ponoszenie ogromnych kosztów finansowych i społecznych, niewspółmiernych do wartości uzyskiwanych informacji;

2) świadomościowe: bardzo trudno byłoby utrzymać stan wiedzy mieszkańców takich skansenóœ odpowiadający świadomości ludzi z przeszłości z uwagi na wszechobecność wytworów współczesnej cywilizacji we wszystkich zakątkach świata;

3) moralno-prawne: hodowanie ludzi w takich warunkach łączyłoby się dodatkowo z poddawaniem ich wszelkim dolegliwościom materialnym, biologicznym, zdrowotnym, co jest zabronione przez prawo i niemoralne.

Te względy sprawiają, że oczekiwane informacje uzyskuje się jednak metodami historycznymi, co pozwala scalać szczególną wiedzę z tych nauk w jedną dziedzinę, jaką jest historia powszechna społeczeństw. Podobne symulacje przeprowadza się bardzo rzadko i w bardzo ograniczonym zakresie, traktując je jako metody pomocnicze. Metody historyczne to przede wszystkim ustalanie faktów i wiązanie ich następstw teoriami na gruncie historii.

Fakty i ich powiązania w historii. Słabości historycznych powiązań

Ustalanie faktów może być uzyskiwaniem pewnej informacji w dwojaki sposób. W pierwszym przypadku polega to na znalezieniu w zbiorze dokumentów pisanych takiego tekstu, który dokumentuje określony fakt. Ta droga nie łączy się z ponoszeniem dużych kosztów, ale wymaga dodatkowej oceny wiarygodności informacji stwierdzanych przez dany dokument. To zwykle polega na potwierdzaniu pewnego faktu przez niezależne źródła. Druga metoda polega na poszukiwaniu materialnych śladów w wytworach ludzkich społeczeństw bądź zmianach w środowisku naturalnym spowodowanych działalnością gospodarczą w pewnym okresie. Może to polegać na odnajdowaniu historycznych przedmiotów w muzeach czy innych miejscach albo rozpoczynanie wykopalisk w miejscach, gdzie istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mogą się tam znajdować poszukiwane przedmioty. Czasem wykopaliska dostarczają też nowych i zaskakujących informacji.

Jaki to fakt ma dokumentować poszukiwany tekst, przedmiot lub zmiany w naturze? To fakt przewidywany przez pewną teorię lub prawidłowość z zakresu socjologii, ekonomii lub ekologii gospodarek dawnych społeczeństw na podstawie ustalonych wcześniej jako realnych innych faktów. I tutaj tkwi podstawowa trudność, ponieważ nie znamy tej teorii, lecz dopiero jej poszukujemy. Wyjście z tego błędnego koła dokonuje się przez zastosowanie najlepiej potwierdzonych w faktach zależności socjalno-ekonomicznych i ekologicznych, najbliższych czasowo badanemu okresowi albo na ekstrapolacji bardzo prostych ich odpowiedników we współczesnym świecie w jego zacofanych rejonach, np. prymitywnych zbieraczy, rolników czy hodowców bydła. Najczęściej jednak pewna wiedza historyczna bazuje właśnie na innej wcześniej uzyskanej i zweryfikowanej wiedzy. To przenoszenia i ekstrapolacja obarczone jest zawsze prawdopodobieństwem błędu nietrafności rozpoznania motywacji i działań w danej epoce m.in. z powodu nieznajomości dawnych wierzeń, zabobonów, rozumienia przyrody i ich wpływu na ludzkie postępowanie. Inną kwestią jest, że w niektórych okresach gwałtownych zmian lub klęsk żywiołowych bezpowrotnie uległy zatarciu wszelkie materialne i pisane ślady życia ludzi. Rekonstrukcje ich codziennego życia posiłkują się wtedy subiektywnymi wyobrażeniami i spekulacjami dokonującego ich historyka.

Tyle jest więc nauki w ustaleniach historyków, w stwierdzanych przez nich zależnościach i ciągach zdarzeń, ile trafnie zastosowano twierdzeń socjologicznych, ekonomicznych ekologicznych do rzetelnie zweryfikowanych faktów z przeszłości. Sama historyczność, zdarzanie się w przeszłości żadnej naukowości nie wnosi, a nawet utrudnia jej zbadanie.

Rola ideologii w budowaniu narracji historycznych

Na dodatek nie istnieje jakiś obiektywny klucz wyboru interwałów oraz następstw czasowych z wyjątkiem przyporządkowania ich skonkretyzowanych przypadków do określonego terytorium. Tutaj odgrywają swoją rolę ideologie, które każą wybierać odpowiednie okresy i łączyć następstwa wedle związków z określonymi kategoriami socjalno-ekonomicznymi i ekologicznymi. Najpopularniejsze to państwa (terytorialne organizacje polityczne), struktury społeczne na pewnym obszarze, tj. klasy oraz gospodarki przekształcające lokalne środowiska i zmieniające je w określony sposób. Na bazie uporządkowanego faktograficznego materiału według wymienionych kluczy powstają opisy w pewnej konwencji pisarskiej, tworząc określone narracje, z których tworzone są podręczniki i innego rodzaje literatura historyczna. W tradycji akademickiej pod wpływem idealizmu Hegla historię dzieli się na działy odpowiadające różnym dziedzinom myśli. Jednak jest to podział pochodny narracji państwowej. Np. historia muzyki to historia twórczości muzycznej znanych osób, należących zwykle do warstw powiązanych z elitami, dokonującej się w posiadłościach elit lub w instytucjach określonych państw. Przynależy do kultury danego państwa lub grupy państw. Jest więc częścią historii instytucji tego państwa lub rejonu geograficznego. Pełna historia muzyki, obejmująca również muzykę ludową oraz wpływy muzyczne pochodzące z innych kultur nie może być zwykle tak samo równoprawnie rekonstruowana z uwagi na brak wszystkich danych, np. konkretnych twórców ludowych. A tacy występowali, co dowodzą np. współczesne formy komponowania tej muzyki przez konkretne osoby, a nie tylko zbiorowo. Historia powszechna, popularne dzieje państwa w tym ujęciu to historia polityki prowadzonej przez określone państwa. Dziedziny myśli to działalności określonych ludzi w określonych instytucjach, w określonym państwie lub powiązanych politycznie-gospodarczo państwach.

Budowanie narracji wokół zdarzeń dotyczących organizacji państwowej jest szczególnie preferowane i czasami wymuszone względem pewnych okresów historycznych. Wynika to z tego, że źródła pisane najdawniejsze dziejów były poświęcone często dziejom rządzących pewnym krajem lub najwyższych dostojników. Historia organizacji państwowej jest wtedy ściśle powiązana z dziejami jej elit. Dopiero badania archeologiczne XIX i XX wieku pozwoliły także uzyskać trochę danych dotyczących pozostałych warstw najstarszych społeczeństw, często kwestionujących obraz stworzony na podstawie źródeł pisanych. Uwiecznianie dziejów w kronikach czy innych zapisach pełni najczęściej rolę apologetyczną względem sprawujących władzę. W miarę przechodzenia do młodszych epok pojawia się więcej źródeł dotyczących pozostałych grup społecznych, jednak nadal pisanych z punktu widzenia elit. Pojawiają się także dokładniejsze opisy natury i gospodarek. Współczesne historie państw zawierają również analizy przekrojów społeczeństw. Historie, które jednak głównie eksponują wątki państwowe oraz instytucje warstw panujących są promowane lub pisane na zamówienie prawicowych grup politycznych. Klasowe opisy historii wprowadził dopiero marksizm. Od czasów nowożytnych można też spotkać historie ekonomii tworzone także z innych opcji politycznych np. jako historie rynku i pieniądza. Historie skoncentrowane wokół klas, walk społecznych i rewolucji są zwykle uszczegóławiane także w obrębie określonego terytorium pewnego państwa lub państw, które na nim znajdują lub znajdowały. Tego typu opisy preferują niektóre ugrupowania lewicowe i socjalistyczne. Ostatnim rodzajem czasowych opowieści są opisy dziejów z punktu widzenia przekształcanie ziemskiej planet przez ludzkość od zamierzchłej przeszłości do czasów współczesnych. Z uwagi na swoją ogólność nie mogą całkowicie zastąpić dwóch wymienionych wcześniej narracji. Można też spotkać historie lokalnych współoddziaływań ludzkich gospodarek i środowiska. Opisy tego typu preferowane są przez grupy alterglobalistyczne i ekologiczne. W państwach konserwatywnych nauczana jest głównie historia pierwszego typu, w państwach liberalnych i socjalnych występują również narracje drugiej rodzaju, a w ostatnich latach także ekologiczne historie środowiska i człowieka.

Złudzenia obiektywności narracji i ich źródła

Pozór realnego oddziaływania historii bierze się z ludzkiej świadomości kształtowanej przez publiczne nauczanie historii, popularyzowania jej przez media, instytucje kultury i rozrywki oraz propagandę partyjną. Faktycznie przesądzający nacisk na ludzi wywierają aktualne powiązania społeczno-ekonomiczne, a one same zwykle bazują na zobowiązaniach społecznych oraz dysponowaniu przez ludzi instytucji środków przymusu. Wypowiedzenie zobowiązań i blokada tych środków np. w wyniku klęsk naturalnych natychmiast spowoduje rozkład wszelkich struktur społecznych i żadne prawidłowości historyczne nie przyjdą im w sukurs. Istnieją tylko w świadomości społecznej, są pamięcią o dawnych społeczeństwach wytworzoną przez historyków i wykorzystujących ich twórczość instytucji.

Faktyczna i pozorna użyteczność historii dla jednostki. Polityczna bezużyteczność polityki historycznej dla współczesnej lewicy

Jaką rolę odgrywa współcześnie historia? Może mieć pozytywny aspekt edukacyjny, gdy chodzi o niższy stopień znajomości wiedzy społecznej, a także rozrywkowo-kulturalny i psychologiczny. Zapoznawanie się z wiedzą historyczną na niższych szczeblach edukacji szkolnej jest sposobem na przyswojenie sobie elementów wiedzy społecznej. Właśnie wtedy uzyskuje uczeń podstawową wiedzę na temat państwa, władzy, grup społecznych. Bezpośrednio powiązane to jest z przeszłością, jednak najogólniejsze cechy można przenieść również do społeczeństw współczesnych. Jest to wiedza zorientowana ideologicznie, ponieważ nie są w niej eksponowane siłą rzeczy niepaństwowe organizacje społeczne, które rozwinęły się dopiero niedawno. Element rozrywkowy tkwi w możliwościach tworzenia stereotypów postaci, zdarzeń i na ich podstawie fikcyjnych alternatywnych historii. Czynnik psychologiczny wynika z możliwości wyobrażania sobie własnej przewagi na gruncie posiadanej wiedzy względem ludzi dawnych epok oraz możliwości posiadania wysokiej pozycji w dawnym społeczeństwie z tego tytułu (nawiasem mówiąc, bezpodstawnie).

Poza tym w przypadku posiadania bardziej zaawansowanej wiedzy w zakresie nauk społecznych, ale też przyrodniczych i technicznych wiedza historyczna ma znikomą praktyczną wartość. Niezbędny jest pewien zasób zaawansowanej jej znajomości do wybranych zagadnień społecznych, ale nie ma on bezpośredniej wartości pozytywnej, lecz wtórną, kompensacyjną względem negatywnej wartości zideologizowanego i często nieprawdziwego przekazu historii. Jej posiadanie jest potrzebne, by pozostać odporny na próby narzucenia określonej ideologii przez treści historyczne lub w pogłębionym zakresie do uczestniczenia w polemikach ze zwolennikami lansowanych propagandowo wizji dziejów (interpretacji przeszłości) a szczególności manipulatorami historią.

W świetle dokonanej analizy historii organizowanie akcji politycznych wokół obrony miejsc pamięci lub przeciwko prawicowej polityce historycznej przez lewicowe organizacje jest dowodem ich bezsilności, szukaniem zastępczych form mobilizacji społecznej przy braku własnych koncepcji i oferty dla potencjalnych adresatów tej opcji. Komunikat ideowy przyznający istotną rolę w społeczeństwie lewicowemu odbiorcy można najlepiej przekazać, wychodząc odważnie naprzeciw jego oczekiwaniom, dostosowując się racjonalnie do jego oczekiwań i pokazując konkretną ofertę, która będzie je spełniać. Najlepszym sprawdzianem znajomości wiedzy o społeczeństwie i metodą jego edukacji jest sprawny podmiot polityczny, nieobciążony kwestiami personalnymi i zaszłościami z przeszłości, przenoszący najlepiej jak tylko można głos oddolnych i lokalnych grup nacisku lewicowego adresata oraz przekuwający je w realistyczne programy. I tylko w to, a nie żadne kwestie historyczne czy wizerunkowe. Nie można stworzyć uniwersalnej polityki historycznej, ponieważ zawsze będzie ona ciążyć do określonej ideologii, przy czym każda rozbudowana historia będzie się skłaniać (również ze względów historycznych) do narracji prawicowych.

Nie ustawianie się w sporach historycznych z prawicą, tylko jak najmniej historii a jak najwięcej teraźniejszości i przyszłości. Taka jest recepta na sukces lewicy.

R.G., 24.05.2017

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Moje odpowiedzi do komentarzy „A historia…niewiniątko”

Moje odpowiedzi-komentarze na komentarze do artykułu:

Andrzej Bogusławski:

@ Ryszard Gromczak: Moja definicja (…) „Filozofia to upubliczniona, perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu względem heteronomicznych źródeł wiedzy prowadzona w celu samoorientacji odbiorcy oraz zorientowania go na wybrane myślenie lub działanie”.

Jeśli ktoś chce się posługiwać skróconą nazwą, ………………..

———————————–

Nie zależy mi na skróconej, ale bardziej komunikatywna, zrozumiała bez wykręcania umysłu, to by się jednak zdała. (…)

 

 

Opublikowano Komentarze na racjonalista.tv | Otagowano | 3 komentarze

Ideologia i polityka w publicystyce

(Ideologie w publicystyce mogą występować nie tylko w formie bezpośredniej ale też jako krytyka polityk przeciwników bez wskazywania własnych propozycji)

Poprzednio wyraziłem stosunek filozofii do różnych ideologii ze względu na ich relację genealogiczną, teoretyczną i praktyczną do spraw wolności. Oprócz kwestii relacji filozofii do ogółu różnych i faktycznie istniejących ideologii, która pociąga za sobą ich wartościowanie, w praktyce publicystycznej dość często zdarza się, że używa się zamiennie terminów „ideologiczny” i „polityczny”. Wymaga to wyjaśnienia. Dla mnie nie są to synonimy, ani też określona ideologia nie zawiera się (w całości) w pewnej polityce. Ideologie wyznaczają pewien zbiór różnych polityk. Czasem uważa się, że politycy i środowiska polityczne mogą sobie stwarzać ideologię taką, jaka im odpowiada. Nie do końca tak jest. Raczej są skazani na eklektyzm niż wymyślenie czegoś zupełnie nowego. Ideologie są częścią polityki, ich narzędziem, ale nie mogą być dowolnie dobierane. Polityka, jeśli już się do nich odwołuje, musi też grać wedle ich reguł. Niektóre teksty publicystyczne mogą mieć bardziej charakter ideologiczny niż polityczny.

Definiowane polityki najmniej obciążone wartościowaniem jej samej to rozumienie jej jako sprawy zarządzania, podejmowania konkretnych decyzji, regulacji w sferze publicznej przez pewne gremia, posiadające społeczne przyzwolenie do takich działań. Jest ona wartościowana z punktu widzenia skuteczności realizacji celów społecznych, jakie sobie wyznacza. I z tego punktu widzenia może to być polityka zła, tj. nieskuteczna czy nawet szkodliwa albo dobra, tj. skuteczna. Inna ważne jej określenie to walka o władzę z przeróżnymi aspektami pochodnymi. Mogą nimi być konkretne decyzje polityczne mające przynosić korzyści również nie-politykom, ale zawsze są one rozpatrywane z punktu widzenia zwiększania lub zmniejszania społecznego poparcia, a w konsekwencji (w systemach demokratycznych) szans na sprawowanie władzy przez decydentów w przyszłości. Niestety w tym rozumieniu mieszczą się też działania związane tylko i wyłącznie z podnoszeniem własnego prestiżu i deprecjonowania swoich konkurentów politycznych. Polityka w tym drugim rozumieniu jest często negatywnie społecznie oceniania ze względu na samą swą istotę, a nie ze względu na co i komu przynosi. Bywa określana mianem politykierstwa lub gry o stołki, choć jest nieodłączna od ogółu działań i decyzji politycznych danej ekipy. Ciekawym zagadnieniem jest powiązanie tej walki z walką ideologiczną. Ogólnie rzecz biorąc, partie starają się  maskować swoje różnice ideologiczne przed społeczeństwem i eksponować swój korzystny dla siebie wizerunek jako rzekomo wyłącznie dobrego gospodarza, tego że one po prostu potrafią lepiej rządzić, tj. sprawować politykę w tym pierwszym znaczeniu. W przypadku monopolizacji sceny politycznej przez jedno lub kilka bliskich ideowo podmiotów polityka personalna partii rządzących może przestać pełnić funkcję doboru fachowców i przeistoczyć się w walkę o stanowiska, a czasem stać się próbą spełnienia formalnych założeń ideowych.

Jak ta polityczność znajduje odbicie w publicystyce? Tutaj również należy dokonać paru istotnych rozróżnień, aby wskazać interesujące nas zjawiska. Publicystyka może dotyczyć samej polityki, a więc upowszechniać pewną teorię polityki. Wpływowy jest pogląd, że nawet nauki społeczne są zależne od ideologii. Czy nauka może sama być wolna od ideologii? To wdzięczny temat, budzący niekończące się spory, jednak interesujący głównie specjalistów i nie jest tutaj rozważany. W dalszym części zwracam uwagę na tę publicystykę, która jest wyrazem przekonań politycznych lub ma jakieś znaczenie polityczne, jeśli może lub ma wpływać na jakieś decyzje polityczne.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to kwestie rozdzielne, tj. że mogą istnieć jakieś media, gdzie ludzie ot tak sobie wyrażają swoje poglądy, troski i pragnienia polityczne. Jest jednak złudzenie. Wszystkie media, które nie są czymś nieefemerydalnym, są finansowane z jakichś źródeł i służą zawsze jakimś siłom politycznym. Mogą to być mało znaczące środowiska. Czasem pewne media przynależą do kilku opcji. Nie ma mediów neutralnych politycznie, które piszą o polityce.

Jeśli chodzi o oddziaływanie polityczne, znowu należy uwzględnić kolejny poziom rozróżnienia. Można tak sterować komunikatem medialnym, aby wywoływać pewne z góry zaplanowane skutki: zdarzenia lub decyzje polityczne. Jest to bardzo spektakularna, ale niezmiernie rzadka i trudna do przeprowadzenia operacja. Polega najczęściej na manipulowaniu danymi wyborczymi, dezinformacją w zakresie pewnych ważnych i oczekiwanych komunikatów. Takie działania można przeprowadzić tylko w pewnych kulminacyjnych okresach i najczęściej są zabronione przez prawo. Manipulacyjne metody szczególnie wyolbrzymiają wszelkie spiskowe teorie. W praktyce może to wystąpić bardzo rzadko.

Dominującą formą oddziaływania politycznego mediów jest wpływanie na trendy popularności różnych partii przez powtarzalność i rozpowszechnianie wizerunku polityków, wybranych faktów, „dowodów”, relacjonowanie określonych zdarzeń a pomijanie innych. I tutaj mogą być publikację promujące wprost pewne tezy ideologiczne, ale częściej to promocje polityków realizujących de facto określone założenia ideologii. Wśród tego typu publikacji mogą być takie, które rzetelnie przedstawiają pewne projekty i ich wdrożenia. Wtedy można powiedzieć, że są to teksty opisujące jakąś konkretną politykę w pewnej dziedzinie. Te publikacje nie służą wprost ideologii. Mogą być też krytyki takich polityk. I tutaj można spotkać teksty z przewagą wątku politycznego oraz ideologicznego. Z pierwszymi mamy do czynienia, jeśli oprócz krytyki swoich adwersarzy politycznych lub postaw społecznych, występują również własne propozycje regulacji jakiejś dziedziny lub rozwiązania pewnego problemu społecznego. Takie teksty łatwiej spotkać w środowiskach, które sprawują aktualnie władzę lub mają duże szanse na jej objęcie. Piszą jej najczęściej dziennikarzy mediów takich partii. Druga sytuacja występuje, gdy gdzie obok krytyki działań przeciwników politycznych brak jest takich pozytywnych propozycji lub są one nazbyt ogólnikowe. Może to wynikać z braku zaplecza intelektualnego, aby przedstawiać takie alternatywne rozwiązania albo reprezentowanie całkowicie innej wizji społeczeństwa, która nakazuje radykalnie zmienić zastany stan rzeczy. Należy podkreślić, że eksponowanie założeń ideologicznych w tym drugim rodzaju krytyki występuje wtedy, gdy ta krytyka dotyczy pewnej serii lub kompleksu różnych decyzji politycznych. Jeśli zgłasza się zarzuty tylko wobec konkretnych posunięć w określonej sytuacji bez wskazania alternatyw, to może mieć po prostu cechę zdroworozsądkowej opinii. Pewne decyzje zasługują na napiętnowanie tylko dlatego, że są głupie, co jest oczywiste dla odczuwających ich skutki oraz zewnętrznych obserwatorów.

Ta druga publicystyka, która dość często jest obecna w mediach, jest też dowodem, że nie da się aspektu ideologicznego polityki zamieść pod dywan. Takie publikacje bywają zwykle krytykowane jako jałowe, niemogące niczego zmienić. Występują często w indolentnych demokracjach, w których ludzie poza okresami kampanii wyborczych mają bardzo mało do powiedzenia, od lat nie rządzą ugrupowania lewicowe, mające najbogatsze programy socjalne, zdolne aktywizować ludzi. A więc wynika to po części z przyczyn obiektywnych. Ten zarzut od jałowości jest jednak także wtedy zasadny, jeśli nie uważa się, że wszelka walka na idee (i za taką przyjmuje się ten typ krytyki) sama w sobie coś może zmienić. Bo to jest to błędne założenie. Dominującej w mediach ideologii partii rządzących nie może zmienić żadna publicystyka. Ideologie są bowiem odporne na wszelką, w tym również racjonalną argumentację. Ideologię przeważającą w mediach można zmienić tylko dzięki zdobyciu władzy przez ugrupowania, które zastąpi ją swoją własną, odmienną od dotychczasowej. Nie na tym polega trudność, że nie można znaleźć racjonalnych kontrargumentów do tez ideologii, tylko dlatego, że to w szerokim publicznym dyskursie nie będzie działać. Ideologie domagają się alternatywy dla całego kompleksu wiar, które propagują. A racjonalność bazuje właśnie na tym, że duża część tych przekonań zostaje przez nią unieważniona, a to oznacza, że pewne potrzeby, oczekiwania społeczne są zbędne. Na to nie mogą się zgodzić politycy szerokiej gamy ugrupowań. To oni więc podtrzymują te ideologie przy życiu. Tego typu publicystyka jest formą zamanifestowania swojej odmienności ideowo-politycznej przez różne media. Najczęściej jest to ważne w obrębie samych środowisk publicystyczno-politycznych, ponieważ dla większości odbiorców takie identyfikacje są niewiarygodne, nieistotne albo nawet niezauważalne.

Część tych negatywnych, „niekonstruktywnych” krytyk polityki oponentów może uzyskać polityczny wymiar, jeśli będzie mobilizowała do podjęcia konkretnych działań, walki politycznej (a więc polityki w drugim znaczeniu), np. przez udział protestach społecznych, strajkach, okupacjach, aktach obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Reasumując, do atrybutu „ideologiczny” w tekstach publicystycznych lepiej więc pasują inne znaczenia, niż te, które stosuje się w typowych kontekstach. Terminy „polityczny” i „ideologiczny” są dość łatwo rozróżnialne w odniesieniu do programu jakiegoś ugrupowania aspirującego do władzy. „Polityczny” w korzystnym dla polityki znaczeniu dotyczy konkretnych działań sprawujących rządy, natomiast „ideologiczny” to bazujący na ogólnych postulatach i ideach, których realizacja ma przynieść różnych grupom korzyści społeczne. W odniesieniu do publicystyki ideologiczny charakter bardziej odnosi się do samego osłabianie wiary w ideologie i programy przeciwników politycznych. Jeśli jednak takie teksty sugerują własne, dobre i adekwatne rozwiązania lub same mobilizują do podjęcia konkretnych działań, wtedy trafniej jest je charakteryzować jako teksty (typowo) polityczne. Ta różnica znaczeń w publicystyce wynika z częstości pisania różnorodnych tekstów, aby zachować zainteresowanie odbiorców. Teksty afirmujące tylko założenia ideowe danej partii są odbierane po pewnych czasie jako zniechęcające, nachalna propaganda, dlatego właśnie są zastępowane krytycznymi, które są bardziej skonkretyzowane i tolerowane przez dłuższy czas. Jeśli jednak pewne środowiska czy ugrupowania nie dają się poznać od strony praktycznej działalności, w końcu nawet to nie pomoże i zainteresowanie danymi mediami zanika.

Ten artykuł akcentuje mniej oczywistą formę obecności ideologii w pisarstwie dziennikarskim. Napomknięto w nim również o ukrywaniu przez partię pewnego rodzaju ideologii. To pewien bardziej ogólny typ ideologii, co wskazuje na głębszy ich podział. Oprócz tej oficjalnej myśli przewodniej, którą partie najczęściej się afiszują (choć raczej głównie w okresach wyborczych) są ogólniejsze założenia, dyrektywy i zachowanie, których ujawnienie mogłoby zniechęcać liczne grupy wyborców. To ukryte założenia to kwestie nadrzędne wobec polityki, tj. systemu społecznego, technologii i zasobów. Być może zajmę nimi w innym artykule, o ile będzie to zgodne z tematyką mojego bloga.

R.G., 17.05.2017

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Wolność dla ideologii wedle filozofii

Ten wpis jest poniekąd suplementem wcześniejszego artykułu o relacji filozofii do historii. Poprzedni tekst pokazywał wykluczanie się żywego, autonomicznego i dyskursywnego czynnika w filozofii z ideologią, które jest następstwem jej instytucjonalizacji i uzależnienia od władzy. Niemniej ideologie, które nie muszą wcale mieć własnego początku w filozofii, a takich jest większość, są właściwie koniecznością w mieszczańskim społeczeństwie, które pozbawiło feudałów władzy politycznej, a tym samym odrzuciło przemożną dominację monarszego i religijnego autorytetu. Ideologie organizują różne grupy postfeudalnego społeczeństwa w walce politycznej. Same ideologie mogą być bardzo zróżnicowane, jeśli chodzi o złożoność ich doktryn. Używa się tego pojęcia m.in. w odniesieniu do grupy artystycznej. Wtedy jest to pewien zbiór poglądów i zachowań regulujący (najczęściej) tylko pewien wycinek życia osób im oddanych, najczęściej ich zawodu, czasem uzewnętrznianego sposobu bycia. W tym artykule chodzi o ideologie polityczne, które organizują całe życie publiczne, a niektóre, co uznaję za patologię, również życie prywatne. Są to często dość rozbudowane systemy i nie dotyczą tylko pewnego fragmentu bytu jednostek, bo ich cechą charakterystyczną jest dążenie do kształtowania całego życiorysu, od momentu narodzin do śmierci.

Po tych wstępnych ustaleniach mogę ustosunkować się do standardowego problemu dotyczącego dopuszczalnych ideologii, wiedząc, że nakazy niektórych z nich są niemożliwe do zaakceptowania przez wyznawców innych ich konkretyzacji. Standardową odpowiedzią jest tutaj najczęściej zakaz ideologii totalitarnych. Dla mnie i dla wielu innych osób pojęcie totalitaryzmu niestety jest bardzo upolitycznione i równie dobrze można w ten sposób promować jedyną słuszną ideologię. W praktyce często dookreśla się ten termin w taki sposób, że należy wykluczyć ideologie sprzeciwiające się demokracji. Nie mniej zwykle myśli się wtedy o parlamentaryzmie. Nie widzę w takim ujęciu wystarczających powodów do wykluczenia ideologii. Dla mnie niezbędnym wymogiem jest zagwarantowanie symetrii warunków zaistnienia tej formy przekonań. Skoro sformułowanie i zakomunikowanie pewnej ideologii odbyło się w sposób wolny, także ona nie może pozbawiać takich warunków swoich konkurentek. Do powstania ideologii potrzebna jest tylko możliwość wymyślenia i myślenia ich treści, dostępność źródeł wiedzy oraz prawo do komunikowania ich innym. I tylko takie ideologie, które zabraniają tych czynności w wolnym społeczeństwie, winny być zakazane.

Nie oznacza to automatycznie zgody na inne formy ich rozpowszechniania, np. masowej komunikacji czy realizacji ich treści. Z tego wynika, że dopuszczalne są np. ideologie autokratyczne, monarchiczne, nie-liberalno-demokratyczne oraz te, które domagają się pełnej demokracji, tj. demokracji bezpośredniej. Podobnie winny być traktowane takie, które zezwalają na swobodę głoszenia przekonań z pewnymi wyjątkami, np. zakazując publicznej osobistej krytyki szczególnych, symbolicznych osób, np. członków rodziny monarchy. Warto przypomnieć, że w czasach oświeconego absolutyzmu we Francji możliwe było głoszenie różnych poglądów, dzięki czemu powstało i rozwinęło się oświecenie, w tym koncepcja liberalnego parlamentaryzmu, ostatecznie zainicjowanego w tym kraju. Demokracja bezpośrednia wymaga jeszcze większej tolerancji niż w przypadku parlamentaryzmu, dlatego tutaj dodatkowe zastrzeżenia są zbędne.

Należy przypomnieć, że cały czas jest tutaj mowa o przyzwoleniu na głoszenie takich poglądów, a nie o ich akceptacji.

Inną cechą rozważaną w przypadku niedopuszczalnych ideologii jest wszechogarniający charakter głoszonych przez nią idei, podporządkowanie im wszystkich lub większości członków społeczeństwa. Ta własność pociąga za sobą także wykluczenie swobody głoszenia odmiennych poglądów. Odwrotna zależność nie zachodzi. Choć może się to wydać dziwne i bardzo teoretyczne, jest możliwy taki system wierzeń politycznych, który będzie zabraniał jakiejkolwiek krytyki, alternatywnego myślenia, pozostawiając ogromny obszar swobody jednostce w życiu prywatnym, zawodowym, działalności gospodarczej. Do takiego modelu mogą się zbliżać niektóre reżimy neoliberalne. Chociaż i tak nadal daleko im jeszcze do takiego stanu, może wystąpić u nich tendencja do zablokowania każdej innej ideologii, wszelkiej wolnej myśli, która podważałaby status quo, rolę obecnych elit, przywódców politycznych itd. Praktyczna monopolizacja sfery głoszenia własnych poglądów przez jakąś ideologię, która jawnie tego nie stwierdza, jest również powodem jej wykluczenia z grona tych, które gwarantują podstawową wolność.

Istnieją zatem dwie własności wykluczające ideologie w społeczeństwie ceniącym sobie swobodę. Pierwszą jest fakt lub sam zamiar zmonopolizowania sfery komunikacji międzyosobowej przez jedną ideologię, drugą narzucanie wszystkim lub większości społeczeństwa określonych sposobów postępowania i myślenia. Tutaj należy podkreślić konieczność „narzucenia” takich wzorców, a nie np. sam zakaz pewnego postępowania. Monarchia może zabronić pewnych form działalność politycznej, ale nie narzuca sposobu życia i stylu zachowania (w każdym razie tylko wtedy jest dopuszczalna, kiedy nie narzuca). Podobnie systemy demokratyczne mogą wykluczać pewne zachowania, właśnie niedozwolone ideologii, ale nie wymuszają same jednego wzorca postępowania.

Te wymienione warunki ideologii, jak łatwo się domyślić, określają również możliwość samej filozofii. Mija się z nią społeczeństwo, które determinuje określony sposób myślenia i działania, bo to przeciwstawia się możliwości filozoficznego rozpoznania świata, siebie, etyki i estetyki. Swoboda uprawiania filozofii wyznacza tutaj kryterium tolerancji dla ideologii.

Zakres przyzwolenia filozofii dla tych specyficznych form wiary jest więc większy niż w przypadku formalnego liberalizmu demokratycznego.

Z ideologii, które są często wykluczane przez popularne dyskursy i linie polityczne władzy, stosownie do użytych tutaj argumentów mogą być dopuszczone m.in.: niedespotyczny monarchizm, liberalny autokratyzm, komunizm wolnościowy i anarchizm. Niedopuszczalne są natomiast ideologie nazizmu, faszyzmu, totalitarnego komunizmu (komunizmu wszechwładzy elity partyjnej), literalnie odczytywanego islamu i inne religie, o ile domagają się bezwarunkowego podporządkowania.

Ideologie dopuszczalne i niedopuszczalne

Ryszard Gromczak, 8.05.2017

 

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

A historia…? Cz. 3 – Filozofia i historia a ideologia

(Inspiracje ideologii przemocy: w filozofii czy historii? Część 3)

Georg W.H. Hegel i Karol Marks

Georg W. F. Hegel i Karol Marks

Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie. Próbuje przypisać się winę również filozofiom, na które powołują się lub do których tez odwołują się ideologie, ponieważ istnieją związki pomiędzy tymi dziedzinami kultury. Sprzyja temu występujące czasami negatywne nastawienie pewnych grup społecznych do filozofów, o którym wcześniej wspomniano. Poprzednio przedstawiono filozofię jako działalność. Ideologia nie jest filozofią ani żadną chwilową teorią, która w niej powstaje. Różne tezy w filozofii występują w niej jako kwestie do dyskusji lub sugerowane rozstrzygnięcie niemających statusu absolutnie pewnych (bo to jest niemożliwe). Kategoryczny charakter twierdzeń niektórych filozofii wynika z ich zależności od religii, przeczącej jej autonomii, która stanowi jej istotę. W praktyce społecznej nawet takie jej formy muszą być sprowadzone do prostej wykładni, która zajmują się instytucje władzy.

Najprościej ujmując, ideologie to pewne zbiory twierdzeń i pojęć przypisujące pewnej grupie szczególne prawo do sprawowania władzy, dominacji w społeczeństwie na gruncie bezdyskusyjnie uznawanych wartości i w przypadku wielkich grup społecznych uzasadnień historycznych. To są takie „statyczne” w porównaniu z wcześniejszą definicją filozofii systemy orientacji całych grup społecznych w takim sensie, że ich adresat nie wpływa na główny przekaz, co najwyżej wywołuje wyeksponowanie takiej lub innej części ideologii w publicystyce, szkolnym nauczaniu lub propagandzie politycznej. Oczekiwany przez ideologie sposób odbioru to pełna i bezwarunkowa akceptacja wszystkich jej ważnych twierdzeń.

Ideologie

Kariera ideologii rozpoczęła się w okresie oświecenia, zdobywania przez bogate mieszczaństwo władzy politycznej. Na początku większą rolę jako jego poplecznicy odgrywali niektórzy znani i wpływowi filozofowie. Polityka historyczna była i jest bardzo istotna w afirmacji znaczenia tej grupy. Klasy feudalne również odwoływały się do historii, ale w niepełny sposób – eksponowały głównie genealogie władców, hierarchów oraz historię kościoła, zaniedbując badanie dziejów pozostałych grup społecznych. Ich historia miała uzasadniać ciągłość władzy, tradycji i pochodzenie od wybitnych osób. Historia nowych elit zaczęła dezawuować te cechy, eksponując dokonania ekonomiczne własnej klasy, wspierających ją warstw ludowych oraz ich walki z władcami starego systemu.

O wpływie społecznym porównywanych form myśli decyduje to, do jak dużych grup może być adresowany pewien przekaz myślowy. Największymi grupami społeczeństw mieszczańskich są narody i klasy społeczne. Narody mogą powstawać nawet wieki, klasy społeczne w nowoczesnym społeczeństwie przemysłowych zaczynają się pojawiać w okresie od kilkunastu do kilkudziesięciu lat od rozpoczęcia intensywnego uprzemysłowienia. To nadaje wagę historii, ponieważ nie da się w pełni określić tych grup bez poznania ich dziejów. Dotyczy to zwłaszcza narodu. Badania historyczne mogą być prowadzone i inicjowane pod kątem dostarczania uzasadnień dla ideologii.

Grono zwolenników pewnych poglądów politycznych, a tym bardziej filozoficznych nie stanowi zaplecza społecznego do trwałego sprawowania władzy. Z powodu częstej niejednolitości socjologicznej takiej grupy w czasie, zmianie samych poglądów w obrębie takich grup oraz jej zależności od propagandy i ideologii. Co innego beneficjenci jakiejś ideologii. Ta także wspiera jakąś opcję polityczną, ale to opcje są dobierane do ideologii, a nie odwrotnie.

W dyskusji jako przykład filozofa odpowiedzialnego za różne nieszczęścia ludzkości wspomniani byli filozofowie Hegel i jego uczeń Marks .

Tytularnie, ze względu na wpisywanie się w pewną tradycję i ze względu na takie traktowanie przez współczesnych Hegel był na pewno filozofem i w dodatku wielkim, biorąc pod uwagę jego ilość dzieł, które napisał. Jeśli jednak spojrzeć na te cechy, które są charakterystyczne dla filozofii, to jego dokonania sytuują go dość daleko od tego podanego wcześniej ideału czy minimum. Jest poniekąd kontynuatorem scholastycznej tradycji – poprzez  rehabilitację metafizyki i przestarzałego rozumienia nauki (od Arystotelesa, który jest obecny w koncepcji Plotyna) jako wiedzy uzasadnionej i usystematyzowanej. Wpływ swojej filozofii ugruntowywał specyficzną pozycją nadaną mu przez władze państwowe niezgodną z rolą szkół filozoficznych, jaką miały w starożytności, która gwarantowała im pewną autonomię. Jego filozofia jest bardziej ideologią konserwatywnego mieszczaństwa stopniowo obejmującego władzę polityczną niż filozofią polityczną, którą mogą zaakceptować dowolne jednostki lub odrzucić. Uzasadnienie logiczne zostało tam zastąpione „historycznym” (w myśl zasady „skoro jest tak, jak jest, to tak stać się musiało”). Można więc powiedzieć, że wystąpiły wszystkie czynniki oddalające tę doktrynę od filozofii: zależność od religii (sama filozofia miała odkryć według niego swą tożsamość z religią chrześcijańską), chęć tworzenia dogmatycznej nauki, wspieranie doktryny przez władzę (do pewnego czasu), afirmacja pewnych grup społecznych, które aktualnie panują w społeczeństwie.

Dziedzicem takiego myślenia o filozofii jest również Marks, uczeń Hegla, który pojmuje ją podobnie jako rodzaj ideologii klas panujących, a nie nauki badającej materialistycznie dzieje i przez to wyraża też niechętny do niej stosunek*. Z punktu widzenia filozofii jego oryginalność dotyczy takich spraw jak odnowienie zainteresowania materializmem, a przede wszystkim materialistyczny opis zjawisk społecznych, w tym różnych dziedzin kultury jako form świadomości zbiorowej, natomiast powszechny rozgłos przyniosło mu głównie stworzenie oryginalnej ideologii społecznej dla upośledzonych dotychczas grup ludności przypisującej im aktywną rolę podmiotu dziejów. Tak jak Hegel stworzył ideologię dla konserwatywnego mieszczaństwa niemieckiego, tak Marks ideologię dla ludności robotniczej. Jej rola jako spadkobiercy pewnej tradycji politycznej oraz w przemianie społecznej pokazana została na gruncie danych historycznych. Klasa uzyskuje tożsamość przez wywoływanie zmian dziejowych. Takie postawienie sprawy nadaje duże znaczenie historii jako dyscypliny wiedzy, ponieważ najbogatszego materiału dostarczają te zmiany. Chociaż jego teoria społeczna jest w dużej części ideologią, on sam był skłonny traktować swoje opisy, przewidywania i apele jako naukę społeczną i środek walki politycznej.

Marks sformułował również słynną tezę, która głosi, że „filozofowie dotąd tylko interpretowali świat, chodzi o to, żeby go zmienić”. To stwierdzenie nie wymusza uznania go za apel do filozofów. Nie jest wyjaśniony wprost cel tej zmiany. Można podać dwa prawdopodobne wyjaśnienia. Żadne z nich nie wskazuje na motywację filozoficzną (etyczną). Pierwsza interpretacja cel ten widzi w realizacji własnego projektu politycznego, który ma zapobiegać patologiom społecznym. To typowe polityczne rozumienie, obecne w różnych programach partii, które mają jakieś długofalowe plany. Inne rozumienie to upatrywanie tego celu w uzyskania wiedzy społecznej w związku z praktyką zapoczątkowanej przemiany. Te dwa wyjaśnienia mogą być wzajemnie ze sobą powiązane.

Jeśli więc wiązać wpływ funkcjonowania pewnych dziedzin intelektualnych na tworzenie ideologii, w których imieniu dopuszczono się jakichś przestępstw społecznych, to jednak dużo więcej można tutaj zarzucić historii niż filozofii. Operowanie ogólną aparaturą pojęciową od dawna już przestało być domeną tylko filozofii, weszło do pospolitego obiegu. Zawiły charakter rozważań filozoficznych raczej nie służy komunikacji prostego przesłania. Filozofia już dawno nie jest na topie. Natomiast przytaczanie jakiegoś prostego faktu wspieranego autorytetem samej nauki może być propagandowo bardzo efektywne. Kto samodzielnie sięga do jakichś książek filozoficznych? Ilu ludzi dla porównania lubi oglądać filmy historyczne? Nie jest też przypadkiem, że władze wielu państw, które chciały przeforsować korzystne dla siebie zmiany preferencji politycznych, bardzo zmieniły nauczanie historyczne w szkolnictwie wszystkich poziomów oraz powołały specjalne instytucje historyczne o charakterze sensu stricto politycznym. Ostatecznie decyduje o tym ideologizacja instytucji. Żadna z porównywanych dziedzin intelektu nie musi być w ten sposób uprawiana. Jednak jeśli tak się dzieje, to ich użyteczność i wykorzystanie w tym procesie nie jest takie samo. Bez porównanie więcej jednak pod tym względem masowe ideologie, które doprowadziły do różnych nieszczęść zawdzięczają w praktyce i personalnie historii niż filozofii.

Filozofia jako teoriopraktyka orientacji

Ryszard Gromczak, 22.04.2017

Przypis

* Na ten stosunek do filozofii wpływa też inna zależność od filozofii Hegla. Marks uległ obecnemu u tego myśliciela tworzeniu filozofii „pod siebie”, tj. w taki sposób, aby można było uzasadnić, że stanowi punkt kulminacyjny całej dotychczasowej historii myśli. Polega to na uznaniu swojej koncepcji za twórczą kontynuację, dialektyczne zaprzeczenie idealizmowi, przejmującej jako synteza niektóre elementy tej filozofii. Ażeby tak wysoka pozycja została utrzymana, Marks musiał uznać myśl swojego nauczyciela za szczytową formę filozofii, której swoistym zaprzeczeniem jest jego materialistyczna teoria społeczeństw i ekonomia polityczna. Marks oraz Engels ostro krytykowali filozofów podważających wielkość Hegla, ale też przedstawicieli lewicy heglowskiej i innych heglistów – za ich idealizm, ale szczególnie za próby równania się z Heglem. Np. dzieło „Nędza filozofii” nie tylko jest krytyczne w stosunku do idealizmu Proudhona, ale także z tego powodu, że jest to zdaniem autora „Kapitału” nędzna podróbka filozofii Georga Hegla. Taka krytyka ma też miejsce w „Ideologii niemieckiej” w odniesieniu do poglądów takich filozofów jak: Max Stirner i Bruno Bauer.

 

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

A historia…? Cz. 2 – Definicja filozofii

(Inspiracje ideologii przemocy: w filozofii czy historii? Część 2 [Definicja filozofii])

Sofisci

Aby przedstawić rozwiązanie głównej kwestii w moim artykule, nie będę odwoływał się do typowego, tradycyjnego ujęcia filozofii jako jakiejś dyscypliny czy też rozważań powstałych od świętego mędrca Talesa i wzorem wszystkich wrednych filozofów podam własne określenie, a może nawet definicję. Nie ma jednego uznanego rozumienia filozofii, ani też zgody, że wszystko, co określało się w historii tym terminem, faktycznie opisuje jakieś jedno zjawisko kultury. Jednocześnie jestem przekonany, że w obrębie różnych tradycji przekazu myśli filozoficznej jest taki, którego specyfika nie zawiera się w innych działalnościach tworzących kulturę takich jak nauka i sztuka. I utożsamianie tych czynności z jej wytworami jest źródłem ogromnej masy błędów w myśleniu o matce nauk i jej najczęściej urojonych przewinieniach. Jak najbardziej się zabezpieczam i jeśli ktoś uważa, że mój pogląd nie rekonstruuje dobrze w każdym czasie filozofii, to wówczas zgadzam się, żeby traktować to jako zupełnie odrębną działalność, mającą swoją nazwę, która jednak znajduje swój jasny wyraz przynajmniej od czasów nowożytnych w filozofii i obwinianie filozofii o różne grzechy jest niesprawiedliwe ze względu na zawartość choćby cząstki tej autonomicznej aktywności.

Z tych powodów uważam, że autonomiczna we wspomnianym sensie filozofia powstała w odróżnieniu od tradycyjnego poglądu nie wcześniej niż w okresie współwystępowania dwóch tradycji: pierwszej – elitarnych szkół i stowarzyszeń zwolenników pewnych doktryn etycznych, religijnych, wczesnej nauki i filozofii, tj. presokratyków oraz drugiej – nauczania dla potrzeb uprawiania polityki lub przystąpienia do elity w demokratycznych państwach-miastach, czym trudnili się sofiści. Te dwie cechy równocześnie odpowiadają za oryginalność filozofii europejskiej. Bez ich połączenia filozofia tego regionu miałaby w przybliżeniu takie same cechy ogólne jak w innych najwyżej rozwiniętych kulturowo częściach świata – w Indiach czy Chinach. Ten moment w tradycyjnej historii filozofii określa mianem zwrotu czy przełomu humanistycznego, zwłaszcza od okresu działalności Sokratesa. Nie twierdzę, że wcześniejsze spekulacje nie posiadały walorów filozoficznych. Jednak nie wykorzystywano ich do świadomego wpływania na czyjeś poglądy. Są to zbiory tez wyrażających jakieś ogólne przekonania. Jednak sam charakter dzieła, sprawozdawcza forma lub warunki wprowadzenia do obiegu danych zatraciły informację o tym, czy i do jakiej grupy, czytelników, nowicjuszy taki przekaz mógł być adresowany. Jeśli dysponujemy śladem tej funkcji nadawczej, to możemy wnosić, że opisane w teście poglądy były elementem pewnej praktyki rozpowszechniania wiedzy. Specyfikę tej formy intelektualnej tworzy to, że sam fakt i okoliczności udostępnienia wiedzy może oddziaływać i ma wpływać na poglądy jej odbiorców.

Tworzenie praw możliwych do zaakceptowania przez ludzi z zupełnie różnych środowisk politycznych wymagało odwołania się do ogólnych wartości niewynikających z przynależności grupowej oraz stosowania argumentacji i krytyki poglądów odmiennych. Takie metody okazały się również przydatne i sukcesywne w filozofii. Najpierw filozofowie dostarczali metod argumentacji dla konkretnych polityków i niejako przy okazji formułowali pewne ogólniejsze tezy, które uzasadniały takie uprawianie polityki. Później, gdy zaczęto zauważać wady ówczesnej demokracji, pojawiły się poglądy wspierające inne systemy rządów, w tym utopijne. W tym zaznaczyła się autonomia filozofii, tj. wytwarzania poglądów politycznych ze względu na przekonania i pragnienia jednostki, a nie będących tylko przejawem wierzeń religijnych albo tworzonych dla potrzeb aktualnie prowadzonej gry politycznej.

Moja definicja autonomicznego jądra filozofii lub specyficznej, autonomicznej działalności intelektualnej, która przejawiała się także w dziejach filozofii:

Filozofia to

upubliczniona, perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu

względem heteronomicznych źródeł wiedzy

prowadzona w celu samoorientacji odbiorcy

oraz zorientowania go na wybrane myślenie lub działanie.

Jeśli ktoś chce się posługiwać skróconą nazwą, to taka krótka nazwa powinna brzmieć: „perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu względem heteronomicznych źródeł wiedzy” lub w absolutnym skrócie: „teoriopraktyka orientacji” (TPO).

Obecnie nie widzę przeszkód, by słowo „umysł” mogło być zastąpione określeniem „myślenie jednostki”, „myślenie podmiotu” lub „myślenie człowieka”.

Określenia użyte w definicji są znaczące, wymagają objaśnienia, a niektóre własnej definicji.

Własne terminy to „teoriopraktyka”, „heteronomiczny”.

Wyjaśnienia pojęć i zwrotów:

Heteronomiczny”

Co prawda występuje wcześniej w tekstach filozoficznych, np. u Kanta jako przeciwieństwo autonomii woli, jednak u mnie występuje w innej opozycji i znaczeniu.

Termin „heteronomiczny” (lub zamiennie „niekoherentny”, należy jednak pamiętać, że chodzi tutaj o niespójność z innymi źródłami wiedzy w stosunku orientacji, a nie o niespójność wewnętrzną źródła) jest przeciwieństwem „homonomicznego” (lub „koherentnego”) i oznacza subiektywne, sytuacyjne ujęcie przez podmiot źródeł wiedzy (danych prostych i złożonych, w tym ich interpretacji), tj. percypowanych wrażeń, obiektów, wyobrażeń swojej osoby względem innych rzeczy, osób, czy stanów, które są wzajemnie (a nie wewnętrznie!) niejednorodne, tzn. nie podpadają pod jakieś jedno prawo, regułę lub nie mają wspólnego pochodzenia.

Natomiast „homonomiczny” (lub zamiennie „koherentny” z wcześniejszym zastrzeżeniem) to określenie takich źródeł wiedzy, które pod takie prawa podpadają, mogąc stanowić przykład zastosowania twierdzeń ogólnych którejś z nauk do szczegółowych danych.

Teoriopraktyka”

– funkcjonalne połączenie teorii i praktyki, w którym praktyka jest nieodłączna od tworzenia i korzystania z teorii.

W nauce teoria i praktyka mogą być rozdzielone. W innym czasie można tworzyć teorię, w innym ją weryfikować, technicznie wykorzystywać, a w innym ją nauczać. W filozofii to jest nierozdzielne, bo jeśli ktoś buduje teorię w tej działalności, to ją na sobie stosuje i weryfikuje, bo orientuje swój umysł. Budowanie czegoś w języku wymaga kontroli tego przez komunikowanie. Komunikowany przekaz naprowadza kogoś w jakiś sposób. Znowu mamy więc łączne występowanie teorii i praktyki i ich wzajemne warunkowanie się.

Teoriopraktyka orientacji umysłu”

– w zwrocie „teoriopraktyka orientacji umysłu” nie należy rozumieć określenia „teoria” tylko jako teorii orientowania, ale także tego, co jest przedmiotem tego orientowania.

„Orientacja” oznacza tutaj i „orientowanie”, tj. naprowadzanie na jakieś rozstrzygnięcie lub postępowanie, „orientację” albo „bycie zorientowanym względem czegoś”, tj. „bycie jakoś usytuowanym, tj. ustosunkowanym względem możliwych rozstrzygnięć”, „orientowanie się”, tj. samodzielne naprowadzanie siebie na myśli i działanie, „orientowanie się w czymś”, tj. posiadanie jakiejś wiedzy, rozeznania w pewnym przedmiocie. Chodzi tutaj o orientowanie w tej działalności umysłu własnego i innych, tj. tych, którym ta teoria została zakomunikowana lub tym, którzy dodatkowo zgodzili się uczestniczyć czynnie w teoriopraktyce (najczęściej w formie udziału w dyskusji). „Orientacja” w tym określeniu sięga więc praktycznie po wszystkie istotne znaczenia tego pojęcia.

Budowanie takiej teorii przez osobę filozofującą jest filozofią w jej pełnej formie. Innymi słowy, oryginalnym filozofem jest osoba, która gotowa jest tworzyć, choćby i od zera, własną teorię. Bierna praktyka filozoficzna to zdolność dokonania krytycznego wyboru spośród wskazanych rozwiązań, tj. na podstawie pewnej wiedzy z zakresu argumentacji w zastosowaniu do własnej sytuacji egzystencjalnej.

Wiele różnych rozwiązań zostało już dawniej sformułowanych. Jednak występują zwykle w swoistych kontekstach. Czasem jednak szybciej można dojść do wcześniej już znanych myśli przez własne myślenie niż poszukiwanie ich w historycznych źródłach.

Upubliczniona”

– tzn. przekaz informacji tworzony w trakcie tej teoriopraktyki musi być ujawniony innym odbiorcom, nie może być tworzony tylko na użytek własny jednostki.

To poniekąd odróżnia np. światopogląd od filozofii. Każdy może wyrobić sobie swój własny światopogląd. Ażeby mógł stać się filozofią, musi zostać komuś zakomunikowany. Ta uwaga jest ważna dla niektórych psychologów i zwolenników tezy, że każdy filozofuje (np. dzieci) albo jest zdolny do bycia filozofem. Owszem, ale dopóki komuś nie zakomunikuje tego, co ma do powiedzenia, choćby doszedł wprost do genialnych wniosków, nie można tutaj mówić o filozofii. Odbiorcy nie muszą stanowić wielkiego gremium. Formułowanie swoich myśli przez język jest ważnym etapem powstawania przekazu filozoficznego. Wtedy to można skontrolować własne myśli, czasem uznając bezzasadność własnych mniemań, a niekiedy istotnie je modyfikując. Jednak język też lubi zniekształcać wytwory naszego namysłu. Można wpaść w pewne utarte zwroty, frazy i wyjałowić swoje myśli. Tak czy inaczej, wyraźne formułowanie myśli w języku jest koniecznym środkiem, by to nasze myślenie mogło stać się kiedykolwiek częścią trwałej samoorientacji. Ujawnienia myśli najlepiej dokonać w publicznym dyskursie. To umożliwia interaktywną orientacją własną i innych. Pełne ujawnienie oznacza publiczne udostępnienie, najlepiej opublikowanie swoich myśli.

Perswazyjna

– tzn. sugerująca określone ustosunkowanie do pewnych kwestii, lecz nienarzucająca go,

…uznająca pewne rozwiązanie za najlepsze do przyjęcia w świetle użytych argumentacji. Filozofia może w szczególności poddać wątpieniu przyjęcie jakiegokolwiek rozstrzygnięcia w danej kwestii, wtedy jednak sugeruje w postępowaniu postawę wycofania, obojętności. Nie ma filozofii nic niesugerujących, tj. niezmieniających wyjściowego stanu umysłu przed wypowiedzeniem się w pewnej kwestii. Sugerujący, a nie narzucający charakter filozofii jest jedną z najistotniejszych cech odróżniających ją od ideologii.

Filozofia wymaga pewnej reprezentacji głoszonych poglądów.

Nie podano wcześniej wprost tej cechy jako specyficznej cechy filozofii, bo wynika z pozostałych elementów definicji. Jest to teoriopraktyka orientowania, a więc i przekonywania innych. Jeśli dotyczą kwestii, które nie są rozstrzygnięte na drodze empirycznej (filozofia może czasem zajmować stanowiska w tych sprawach, ale tylko wtedy kiedy nie ma tutaj jednoznacznych rozwiązań ze strony nauk empirycznych), a to są bardzo często kwestie etyczne, związane z wartościami, istotna tutaj jest wiarygodność osoby. Jeśli ktoś ciągle zmienia zdanie w jakieś sprawie i nie uzasadnia zmian swoich stanowisk, to można mięć wątpliwości, czy faktycznie traktuje swoje poglądy serio, dobrze je przemyślał i jest ich świadomy. Stąd konieczność uzasadniania zmiany swoich postaw. Na tym polega najczęściej ta reprezentacja. Jest to istotna różnica z sytuacją przedstawicieli nauk empirycznych, gdzie ostatecznym kryterium jest doświadczenie. Jeśli to przemawia za inną teorią, to naukowiec nie musi odwoływać się do żadnych innych instancji czy wartości, wskazując tylko te dane.

Dlaczego cechą specyficzną dla filozofii jest orientowanie względem heteronomicznych, a nie homonomicznych źródeł wiedzy?

W sytuacji braku rozwiniętej i dobrze zweryfikowanej nauki, a tak było w dawnych dziejach, za filozoficzne można było uznawać orientowanie względem dowolnych zestawień źródeł wiedzy obejmowanych w pewnym interwale czasu przez umysł. Dobieranie ich pod kątem pewnego aspektu jest zabiegiem sztucznym z punktu widzenia sytuacji praktycznej, w jakiej podmiot działa, bo najczęściej nie może z góry zakładać, że na jego sytuację będą miały wpływ tylko takie, które układają się jemu w pewną zrozumiałą całość. Najczęściej tak nie jest. Po drugie, jeśli podmiot jest wyjściowo nastawiony na zdobycie pewnej wiedzy, nauki, to zaczyna dążyć do coraz lepszego ujęcia tych danych w teorii, danych coraz bardziej różnorodnych, licznych i występujących coraz bardziej złożonych zestawieniach. To natychmiast zawiesza inne ukierunkowania podmiotu, które nie są nastawione na budowę lub weryfikację wiedzy. Jego kierowanie i rozeznanie się w otoczeniu zaczyna być niepełne, zdominowana tylko przez jeden jego typ. Aby była to działalność praktycznie użyteczna i korzystna życiowa (a jest to jedna z cech mądrości), muszą te dwa sposoby wykorzystania danych zostać rozdzielone. Wcale nie oznacza to, że filozofia staje się przez to antynaukowa. Przeprowadzając doświadczenia, można korzystać już z gotowych teorii naukowych i ich praktycznych rozwiązań. One same mogą stać się niezależnymi źródłami wiedzy, branymi także jako pewne dane. Wiedza naukowa rozrosła się do niespodziewanych rozmiarów. Żaden pojedynczy człowiek nie jest sam w stanie jej zrekonstruować. Taka próba, nie dość, że skazana na niepowodzenia, w sposób oczywisty uniemożliwiałaby uzyskanie orientacji względem praktycznie ważnych heteronomicznych źródeł danych. Stąd właśnie to autonomiczne jądro filozofii można odnaleźć tylko wśród heteronomicznych źródeł danych.

Przykłady heteronomicznych źródeł

A. Poziomy „meta” w języku oraz zwrotność myślenia

Jednym z powodów ich obecności jest cecha myślenia polegająca na zdolności do uświadamiania sobie tego myślenia, na dowolnym poziomie. Zawsze można w ten sposób uzewnętrznić siebie, jako kogoś myślącego o swoich aktualnym myśleniu, ale na niższym poziomie. Podpada to poniekąd pod słynną metaforę oka, które nie może samo siebie bezpośrednio zobaczyć. Myśląc o jakieś konkretnej rzeczy, mogę równocześnie (w sposób niedostrzegalny dla podmiotu) myśleć o myśleniu o konkretnej rzeczy. To dalej może być przedmiotem myślenia, teoretycznie w nieskończoność.

B. Kantowska „rzecz sama w sobie”, niedoświadczane aktualnie strony przedmiotu, mogące być doświadczone

Innym przykładem niekoherentnego źródła wiedzy może być kantowska rzecz sama w sobie. W empirycznym przedstawieniu problemu, gdy obserwujemy jakiś przedmiot, to świadomość jego obecności wyznaczają percypowana strona składająca się na charakterystyczny kształt tego przedmiotu, będący jego rzutem, których tutaj jest konforemnym źródłem wiedzy. Równocześnie mamy świadomość, że przedmiot ten stanowią też pozostałe strony, które nie są w danym momencie odbierane i wszystkie inne dane zmysłowe, niedoświadczane aktualnie, ale mogące być doświadczone w innych warunkach poznania. Te właśnie nieobserwowane zjawiska składają się na przedmioty heteronomiczne w zjawisku. Bycie elementem niekoherentnym w rozważanej sytuacji jest względne. To, co wcześniej uchodziło za element heteronomiczny, w szerszym ujęciu może być częścią koherentnego źródła wiedzy, a heteronomicznymi elementami mogą zostać nowe, nieobejmowane dotąd dane, własności i obiekty. Ogromna większość praktycznych sytuacji działania i poznawania jest niekoherentna, ponieważ jest zdominowana przez heteronomiczne źródła wiedzy.

C. Różne sposoby myślenia o tym, co się doświadcza. Odmienność sytuacji w filozofii i nauce.

Rozważając jakiejś zjawisko w modelowej sytuacji, możemy zwracać na pewne prawidłowości wyeksponowane przez teorie fizyczne tego zjawiska (jakieś prawo) oraz myśleć też o tym jako tylko pewnej możliwej teorii – np. zestawiając wyniki z inną konkurentką wyjściowej koncepcji. Poza tym możemy myśleć o tym jako tylko uogólnieniu pewnej ilości przypadków, tj. wiary (tylko założenia), że odkryte tutaj zależności są słuszne też dla innych przypadków. W tym wypadku teoria czy prawidłowość jest heteronomicznym elementem sytuacji poznawczej. Tutaj doświadczanie pewnych prawidłowości zostało powiązane z podejrzliwością względem samej teorii, tj. świadomością zakwestionowania stwierdzanych prawidłowości, ich tymczasowego charakteru. To krytyczne nastawienie może się przenosić na każdy element badanej sytuacji. Na dodatek podmiot sam może się zastanawiać, jak to myślenie wpływa na niego. Ot, chociażby słynna metafora kartezjańska wszechmocnego zwodziciela. Czy to co, widzę, nie zostało wcześniej zainscenizowane, nagrane przez kogoś? To przeświadczenie jest tutaj jeszcze jednym z niekoherentnych elementów poznawczej sytuacji.

W przypadku nauki pragnącej budować lub weryfikować teorię w myśleniu dominuje nastawienie na znalezienie najlepszej teorii opisującej doświadczane zależności. Nie interesuje odkrywcy, kto o tym odkrywaniu teraz myśli i na ile sposobów można by jeszcze inaczej ująć zjawisko. Wszystkie inne aspekty nie obchodzą naukowców starających się znaleźć dokładne prawo opisujące stwierdzone zależności. Oczywiście nauka też może zajmować się krytykę poznania, metodologią eksperymentu, jednak kontekst krytyki nie występuje w niej równocześnie z odkrywaniem.

Stosunki orientacji

Orientowania się względem tych źródeł, o ile opisują je pewne zdania, to ustosunkowania się do nich. Względem tych sytuacji, które nie wpływają aktualnie na podmiot, te stosunki to akceptacja, odrzucenie lub zawieszenie sądu względem zdania wyrażającego tę sytuacji, natomiast ustosunkowania względem źródeł niekoherentnych, które mogą na podmiot wpłynąć lub na które on może wpływać, występują w pięciu typach: władzy, podlegania, unikania, redefinicji (ponownego przemyślenia w celu korekty stosunku) i wyłączenia. Ten drugi rodzaj orientacji jest wyrażany m.in. w etyce i estetyce. Jest on zależny od własnego skierowania podmiotu na działanie (zewnętrzne i wewnętrzne – tj. wywoływania w sobie nastrojów, nastawień emocjonalnych). Określone ustosunkowania uzasadniane są poprzez powołanie się na wartość pewnego wewnętrznego działania (np. skierowanie się podmiotu na czynienie dobra innym lub nieszkodzenie).

Ponieważ teoriopraktyka w swej działalności wykracza poza użyteczność jednostkową, rozważa się uogólnienia tych heteronomicznych sytuacji, formułując ustosunkowania do tych uogólnień.

Filozofia a ideologia

Po podaniu definicji oraz opisaniu wielu jej różnic z nauką i innymi formami myślenia łatwo będzie zrozumieć odmienne podejście filozofii i ideologii do problemów społecznych.

Filozoficzne podejście do kwestii rasowych to stawianie zagadnienia w formie pytania, gdzie odmiennym rozstrzygnięciom sprzyjają różne wartości z przekonywaniem do określonego rozwiązania, a jednocześnie brak jest bezdyskusyjnego opowiadania się za którymś z nich. Stanowiska filozoficzne mogą uzasadniać określone odpowiedzi, również w ich wzajemny powiązaniu. Odpowiedzi te wspierają jedno ze stanowisk, ale nie dowodzą jednoznacznie jego słuszności. Ideologia daje na każde zadane tutaj pytanie jednoznaczną odpowiedź, nawet wbrew osobistym intuicjom. Filozofia może zadawać niewygodne pytania, nie ma dla niej tematów tabu.

Np. w kwestii rasowej to może być następujące pytania:

Czy istniałaby pełna świadomość rasy, gdyby była tylko jedna rasa? Jeśli cechy rasowe są różnicujące względem korzystnych cech do przetrwania, dlaczego różnorodność ras nie została zahamowana przez ewolucję? Czy można (lub należy) czuć się odpowiedzialnym za błędy jednostek własnej rasy dopuszczającej się na tym tle przestępstw czy też nie?

W przypadku problemu tzw. kosztu zmiany struktury społecznej wyraża go jedno ogólne pytanie:

Kiedy będzie więcej przemocy: Czy wtedy, gdy społeczeństwo będzie trwało przez pewien okres w strukturach klasowych czy też w takim samym okresie przechodzenia od struktur klasowych do społeczeństwa bez klas?

Filozofia może dać odpowiedzi na to pytanie na gruncie racjonalnego przewidywania. A to równocześnie oznacza, że w większości przypadków nie można udowodnić tutaj żadnego z rozstrzygnięć. Ideologia opowiada się wyraźnie za danym rozwiązaniem, zwykle krótkim i popularnym uzasadnieniem i najważniejsze: za „ostatecznie udowodnionym”.

Spekulacje metafizyczne a teoriopraktyka orientacji

Czy całe bogactwo przeróżnych spekulatywnych systemów metafizycznych dałoby się wyjaśnić w kategoriach zdefiniowanej tutaj praktyki orientacji? Myślę, że tak. W postaci minimalistycznej (według mnie raczej właściwej dla celów tej działalności) interesuje się tymi zagadnieniami o tyle, o ile wyznaczają one trwałe komponenty, niezmienniki sytuacji orientacji. Tymi są takie, które potrafią oddziaływać na podmiot (a szerzej ludzkość), podlegać jego oddziaływaniu lub przed którymi można się uchronić. W tradycyjnych metafizykach, które wspierają religie, dopuszcza się nadprzyrodzone, ponadludzkie oddziaływanie na podmiot. Dlatego opisy są tak bardzo rozbudowane i praktycznie bezdyskusyjnie zakładane (bo nie ma w nich dyskusji konieczności przyjęcia boga czy bóstwa). To jest właśnie efekt historii i zdominowania wcześniej tradycji przez nową religię. Dla teoriopraktyki do realizacji jej celów potrzeba właściwie jeszcze większego zawężenie tych stałych punktów orientacji. Przy czym ich istotność nie opiera się na ich niezmienności, tylko pewności dokonania zmiany przez podmiot, podlegania dążeniom podmiotu, a przynajmniej na takich wpływach, których można uniknąć. To wyjaśnia między innymi powstanie filozofii idealistycznych i subiektywistycznych. Stałe elementy sytuacji można bowiem wyłączyć z obszaru zainteresowań filozofii jako przedmioty badań nauk szczegółowych. Ogólnie, uznanie w teoriopraktyce pewnych elementów rzeczywistości za niepodlegające ludzkim zmianom lub takim, przed którymi nie można się uchronić, powoduje, że poniekąd wypadają one z obszaru zainteresowań. Stąd np. Mojry, o których można powiedzieć, że miały większą moc niż Zeus, są tak słabo w mitologii greckiej opisane. Jednak można nie wykraczać poza konwencje językowe lub nie negować realizmu. Wystarczy brać pod uwagę tylko istotne, ważne, orientujące elementy sytuacji poznawczej i życiowej i w taki też sposób je nazywać.

Filozofia a inne praktyki

Obok cech odróżniających teoriopraktykę orientacji od nauki i ideologii podano też cechy różniących tę działalność od innych praktyk. Należy podkreślić, że jedynym środkiem wpływania na poglądy i przekonania jest tu tylko przekaz językowy. Filozofia nie łączy preferencji dla jakichś postaw np. z ćwiczeniami fizycznymi jak w przypadku jogi, uczestniczenia w obrzędach ani korzystania z pozajęzykowych i pozbawionych argumentów metod przekonywania, np. za pomocą technik oddziaływania na podświadomość, stosowania czynników fizycznych lub chemicznych.

Można zauważyć, że moje oraz dominujące w kulturze zachodniej ujęcie filozofii nie musi się pokrywać z innymi interpretacjami filozofii zgodne z jej etymologią. Umiłowanie mądrości może się łączyć z wyborem pewnych ćwiczeń fizycznych, które oprócz samych twierdzeń, mają najlepiej do tej mądrości czy prawdy przybliżać, jak to ma miejsce w tradycyjnej kulturze Indii.

Teoriopraktyka orientacji a filozofia zgodnie z jej etymologią

Etymologiczne znaczenie filozofii jest bardziej własnością, którą winno spełniać uprawianie filozofia niż zbiorem cech, które wypełniają całkowicie tę aktywność. Filozofia to określona praktyka i jej zapisy pozostawione w realnym świecie niezależne od ideałów. Jest zbiorem różnych tekstów i twierdzeń wplecionych w praktykę przekonywania do swoich racji. To, jak bardzo przyczyniła się do bycia mądrym przez odbiorców jej przykazu i aktywnych twórców, jest czymś zewnętrznym wobec niej i możliwym do stwierdzenia dopiero po fakcie. Historia nie dostarczyła i pewnie nigdy w pełni nie dostarczy tutaj wystarczających danych do zbadania takiej relacji. Inną kwestią jest względność rozumienia mądrości na gruncie różnych systemów filozoficznych.

Źródłosłów wskazuje na umiłowanie mądrości. Według tradycyjnej interpretacji (np. u Platona) jest to dążenie do mądrości jako czegoś nieposiadanego, przynajmniej w pełni przez dążącego do tego stanu.

Mądrość w potocznym ujęciu to wiedza uzyskana dzięki pewnym doświadczeniom życiowym, sprawdzona i praktyczna, tzn. użyteczna dla jej posiadacza. Ostatecznie więc o byciu mędrcem decyduje sama osoba i postawa uzyskującego wiedzę.

Związek teoriopraktyki orientacji z etymologicznym znaczeniem filozofii można zilustrować jako bycie przez tę praktykę warunkiem koniecznym uprawiania filozofii, co może wyrażać zdanie:

„Nie można uznać za dążącego do mądrości człowieka, który nie potrafi ustosunkować się do czegokolwiek, ani świadomie wybrać swojej reakcji do świata zewnętrznego”.

Warunek praktyki filozoficznej i jej utrudnienia medialne i instytucjonalne

W jaki sposób dokonuje się to przekonywanie w praktyce? W czym tkwi sekret? Polega on na odkrywaniu przed odbiorcą powiązań pomiędzy wartościami, uznawanymi przez niego, których on nie zna. Ludzie ich nie znają, ponieważ się nad tymi sprawami nie zastanawiają, a one jak najbardziej na ich życie wpływają. Tego stanu nie może zmienić dostępność różnych źródeł wiedzy oraz wzrost ogólnego poziomu wykształcenia, ponieważ wartości są różnorodne, wciąż pojawiają się ich nowe wersje i konstelacje, inne ulegają zapomnieniu, a stare hierarchie tracą ważność w nowych realiach historycznych i społecznych. Mogą to być odkrycia subiektywne, względne, ale czasem też obiektywne. W żywej filozofii zawarty zawsze jest element pradawnej sofistyki, jeśli ktoś tak rozumie przekonywanie bez korzystania z dogmatycznych założeń.

W statycznych formach przekazu, które niektórzy filozofowie preferują np. tylko księgi, śladem tej własności są fragmenty, które wskazują na warunkowy charakter przyjęcia podstawowych założeń, a nawet ich subiektywny charakter. I tak Kartezjusz nie wstydził się przyznać, że chodzi mu o zabezpieczenie poczucia pewności, brak wątpliwości.

Filozofia, która przestaje być działalnością, tą swoistą sztuką orientacji, staje się ideologią, co szerzej opisane jest w dalszej części. Nie stara się nikogo osobiście przekonać, ale raczej zbiorowo omamić poprzez roztoczenie nad oficjalną czy tradycyjną pajęczyną przekonań i pojęć aury tajemniczości i głębokiej prawdy albo ciągłe powtarzanie frazesów. Czyni to oczywiście z przyczyn społecznych dla celów religii, władzy lub różnych grup korzystających z jej opieki.

Ryszard Gromczak, 22.04.2017

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

A historia…? Cz. 1 – Wprowadzenie

(Inspiracje ideologii przemocy: w filozofii czy historii? Część 1)

sokrates_herodot_tukidydes

Ten 3-częściowy artykuł wychodzi naprzeciw dającym się odczuć w debacie telewizyjnej na racjonalista.tv pt.: „Czy filozofia zabija? Dr Piotr Napierała i Jacek Tabisz” gorączkowym próbom znalezienia w historii odpowiedzialnych za zło form myślenia na tyle istotnych, by mogły wzbudzić szerokie zainteresowanie publiczne. Pomimo zgłoszonych w dyskusji wątpliwości względem myślicieli, postaram się delikatnie naprowadzić, że sytuacja nie jest ta bardzo zła, jak mogłaby się wydawać. Uważam, że należy wyzbyć się tutaj przesadnej skromności i przypominać o niedocenianej roli w tym zakresie profesji z pewnością bardzo bliskiej dyskutantom.

Dysputy i wnioski pożądających mądrości czy opisy ludzkich dziejów dostarczą lepszego materiału ideologom dopuszczającym przemoc? Taka powstanie alternatywa z nasuwającą się od razu odpowiedzią, jeśli zastąpić słowa „filozofia” i „historia” ich popularnymi odpowiednikami.

Jednak to rozstrzygnięcie jest przesłonięte przez opinię zupełnie niezgodną z powyższym zestawieniem, padającą z ust historyka. Nie wspominając nic o roli historii, prowadzący starał się bronić tezy, że to filozofia „jest wszystkiemu winna”, a ściślej jej wykonawcy, tj. filozofowie. To oni jako myśliciele nawołują do przemocy.

W trakcie tej debaty pada wiele karygodnych z punktu widzenia racjonalizmu tez i argumentacji. Pod artykułem ukazało się trochę krytycznych komentarzy. Jednocześnie sama praktyka portalu – publikująca również materiały z rozmów pomiędzy zaproszonymi do telewizji filozofami, a także publicystyka, w których jawnie zajmuje się określone stanowiska filozoficzne – przeczy tak ostrym zarzutom postawionym w trakcie rozmowy. Na portalu opublikowano tematy, z których wynika rozumienie właściwej postaci, tj. ideologii, w jakiej może występować myśl aprobująca stosowanie przemocy w polityce. Nie mniej czuje się znaczny niedosyt, że wiele kalumnii pod adresem filozofii nadal nie zostało sprostowanych, chociaż od tego czasu ukazało się wiele wypowiedzi filozofów. Brak jest także ogólniejszego tła rozróżniania różnych form intelektualnej publicystyki politycznej od samej filozofii oraz wyjaśnienia istotnej roli historii w tym procesie. To właśnie skłoniło mnie do napisanie tego artykułu, który składa się z trzech części: w pierwszej wskazuję dwa podstawowe błędy, z których wynikają zarzuty względem konkretnych filozofów i myślicieli oraz wyjaśniam wstępnie bezpodstawność pierwszego z nich przy okazji pewnej, bezpodstawnej uwagi, w drugiej odnoszę się do drugiego błędu przez odwołanie się do jasnego zdefiniowania filozofii, w trzeciej opisuję ideologię oraz wzajemnej relacji między historią, filozofią a ideologią.

Myśliciele myślicielom nierówni

Tym pierwszym błędem jest pułapka językowa bazująca na utożsamieniu filozofów z myślicielami. W trakcie dyskusji pragnie o wszystkie te nieszczęścia obwinić właśnie myślicieli, rozciągając zarzuty na osoby, których raczej nie uważa się za filozofów, ale nie podaje, jakie występują pomiędzy tymi pojęciami różnice i jakie to cechy samego myślicielstwa mają przesądzać o rozważanej winie samych filozofów. Brak więc jest tutaj powodów, by uznać, że te pojęcia rozumie odmiennie. A to właśnie nie są synonimy. Widać to chociażby w źródłosłowie pojęcia „filozofia”. Chociaż w języku potocznym być może te terminy są czasem rozumiane synonimiczne, ale faktycznie nimi nie są i ze względu na etymologię nazwy „myśliciel”, i z uwagi na to, czym faktycznie zajmuje się filozofia.

Pomiędzy nimi zachodzi taki związek: każdy twórczy filozof (tj. ten, kto faktycznie uprawia swoją dziedzinę, a nie np. jest tylko znawcą historii filozofii) jest myślicielem, ale nie odwrotnie. O różnicy decyduje to, o czym się myśli, w jaki sposób te myśli uzewnętrznia się i jak funkcjonują w trwałym myśleniu i postępowaniu tegoż myśliciela czy zwolennika jego idei. Myślicielem może być każdy teoretyk jakieś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele. Taka refleksja pozwoliłaby uniknąć wielu absurdów, w które uwikłali się dyskutanci. Pełne rozwiązanie problemu tkwi dodatkowo w rozumienie warunków, w jakich to myślicielstwo filozofów się odbywa, co wymaga pewnej wiedzy, ale wcale nie aż tak wielkiej. Jakieś dzieło, koncepcja może być jakąś „myślą”, ale niekoniecznie filozoficzną. Wskazówką względem materii poruszanej przez dyskutantów jest prosta konstatacja, że filozoficzne są tutaj poglądy, w których dany myśliciel uzasadnia szczególną ważność swojej doktryny, odwołując się do wartości, które może zaakceptować każdy zapoznający się z doktryną (choćby tylko żeby ją zrozumieć) bez względu na swoje partykularne interesy, lokalne i czasowe uwarunkowania, krótko mówiąc takie przekonania, które noszą znamiona uniwersalności. W przeciwnym wypadku należą one do innych wyrazów myśli politycznej.

Drugi błąd polega na przypisywaniu niektórym „myślicielom” (choć lepsze byłyby w przypadku Hitlera określenia „pisarz polityczny” czy „doktryner”) oraz faktycznie filozofom tj. Heglowi i Marksowi „nawoływanie do przemocy” ze względu na to, czy jakieś „brzydkie myśli” figurują w ich pismach. Tutaj również zabrakło refleksji, jak funkcjonują te utrwalone kiedyś myśli filozofów. To jest rozważane w drugiej i trzeciej części artykułu.

Kto pierwszy odpowiadał za wolność myśli?

W trakcie dyskusji zostaje sformułowany niegodziwy zarzut pod adresem filozofii: „Filozofowie, a raczej myśliciele zachęcają do przemocy, ale bardzo rzadko ponoszą za to odpowiedzialność”.

Nie zmienia jego fałszywego charakteru „poprawienie” filozofów na myślicieli. Przy tak poważnym oskarżenie nic to nie zmienia, także z podanych wcześniej powodów. Pierwsza część tego zarzutu jest bezpodstawna i nie zostaje jasno wykazane to, w jaki sposób pewne cechy filozofii, czy choćby nawet tego myślicielstwa zachęcają do przemocy. Tematem dyskusji jest, przypominam, pytanie: „Czy filozofia może zabić”, a więc nie problem, czy jacyś filozofowie zachęcali, mogli lub mogą zachęcać do przemocy. Wykazanie bezzasadności tego twierdzenia zamieściłem w pozostałych częściach artykułu. Tutaj odniosę się do drugiej części wypowiedzi, a mianowicie, że „bardzo rzadko ponoszą za to (niby-zachęcanie) odpowiedzialność”. Ponieważ uważam, że bezpodstawny jest zarzut główny o tym zachęcaniu, wprost ten drugi człon traci sens, ponieważ, o jakim ponoszeniu odpowiedzialności można mówić za czyn, który nie miał miejsca.

Jednak ku uciesze interlokutora stwierdzę, że filozofowie faktycznie ponosili odpowiedzialność i to jako jedni z pierwszych uczonych. Z tą uwagą, że często właśnie za zarzuty bezpodstawne, bądź za działania i postawy niemające nic wspólnego z przemocą, a właśnie często za poglądy, których dyskutanci w innych dyskusjach i komentarzach na tym portalu tak żarliwie bronią.

Społeczne źródła niechęci i negatywnych stereotypów

Postaram się tutaj wskazać pewne ogólne społeczne powody wrogości do filozofów (a także innych ówczesnych naukowców), które nieco przybliżają kontekst społeczny, w jakim funkcjonuje filozofia, co wpłynęło też na jej specyfikę. Są to powody raczej dobrze znane, ale tutaj zostały w jakiś cudowny sposób zapomniane. Mimochodem przymierzałem się do zrobienia takiego podsumowania przeróżnych społecznych powodów wrogości, niechęci, lekceważenia czy co najmniej jej niezrozumienia, ale jest to tak bogaty materiał, podobnie jaki wieloraka i wieloaspektowa jest ludzka przypadłość, która za tym stoi, że objętościowo przebiłby wielokrotnie tekst artykułu dotyczący tytułowego zagadnienia.

Taką najstarszą i najbardziej elementarną przyczyną niechęci słabo wykształconych warstw ludności do filozofów, ale też śmiałych naukowców jest przekonanie, że posiadanie wiedzy, znajomość prawdy, swobodny wybór postępowania, propagowanie ich wzorów przysługuje ludziom posiadającym wysoką pozycję społeczną, w szczególności należącym do elity władzy, w tym zwierzchnikom dominujących wspólnot religijnych, w związku z czym głoszenie takich poglądów przez osoby, które do nich nie należą lub nie przestrzegają pewnych porządków, a do takich należą filozofowie i naukowcy, jest w najlepszym wypadku mniej ważne niż głos wybrańców w tych sprawach, a najgorszym surowo zabronione i najciężej karane, włącznie z karą śmierci.

Takie przekonania mogą być spontaniczne żywione przez nie- lub słabo wykształconych przedstawicieli warstw ludowych, ale też mogą i są umiejętnie, profilaktycznie podtrzymywane przez elity, które obawiają się bezpodstawnie lub zasadnie, że mógłby przez dopuszczanie takich ludzi do głosu ucierpieć ich prestiż.

Trzeba tutaj podkreślić niestety gorszą względem kaprysów ludu sytuację filozofów niż naukowców, których prestiż wzrósł w ostatnich dwóch stuleciach, głównie za sprawą sukcesów nauk ścisłych (przyrodniczo-matematycznych), a właściwie przemysłowego zastosowania tej wiedzy, tak że wielu z nich stało się częścią elity nowego społeczeństwa. Chociaż taka postawa jest samo w sobie zła, to jednak uzyskanie wyższego prestiżu przez samą przynależność grupową chroni przed bycia obiektem jakichś zagrywek społeczno-politycznych i zapewnia większą możliwość oddziaływania treści intelektualnych tworzonych przez taką grupę. Filozofia europejska taką lepszą pozycję społeczną miała w starożytności do czasów uznania chrześcijaństwa za oficjalną religię (niestety też z tragicznymi ekscesami) oraz w okresie oświecenia w Europie Zachodniej (dokładniej w XVII, XVIII i lat 30 XIX wieku [śmierci Hegla lub początków pozytywizmu]).

Ofiarami oskarżeń o podłożu społecznym (za występowanie przeciw prawom) i religijnym w starożytności byli wśród filozofów oprócz nieśmiertelnej postaci Sokratesa, właśnie filozofowie, którzy wykluczali lub podawali w wątpliwość istnienie bogów, m.in. sofiści i sceptycy. Karą było dożywotnie wygnanie lub śmierć w przypadku niewyrażenie na to zgody. Ofiarą samosądu tłumu był wedle jednej z relacji matematyk Pitagoras. Ofiarą, co prawda nie tłumu, ale niepodporządkowania się rozkazom żołnierzy padł również jeden z największych fizyków starożytności Archimedes.

W czasach nowożytnych z takich powodów stracono m.in.: Giordano Bruno, Vaniniego czy naszego rodzimego ateistę Łyszczyńskiego.

Jeśli więc prowadzący rozmowę szuka osób, które „poniosły odpowiedzialność” za głoszenie własnych poglądów filozoficznych, to znajdzie ich mnóstwo.

No oczywiście, można zawsze takie stwierdzenia zbyć uwagą, że przecież te osoby nie zostały skazane za nawoływanie do przemocy. Jakiż to jednak byłby naiwny argument! Skoro zostały skazane za samo głoszenie poglądów, tylko odbiegających od oficjalnej wykładni w pewnych kwestiach niemających nic wspólnego z używaniem przemocy, to jaka byłaby reakcja władz, gdy właśnie zachęcały do takiego nieprzewidzianego prawem użycia siły. Każda taka próba bez względu na to, kto ją dokonywał, kończyła się w tamtych czasach oczywistą reakcją władzy.

Jeśli więc chodzi o stawianie zarzutów całej grupie, trzeba być sprawiedliwym oraz uwzględniać krzywdy, których sami doznali oraz uwarunkowania, w jakich działali. W innym to świetle stawiałoby nawet takich, którzy faktycznie chcieli korzystać z takich metod, jednak w historii nie zapisały się tutaj takie znaczące postaci wśród filozofów. Tutaj dyskutanci przywołali takie postaci jak Hegel i Marks. W trzeciej części nawiążę do tej kwestii.

Na koniec należy też wspomnieć o specyficznych zagrożeniach dla filozofów ze strony dwóch silnych grup. (Jest więcej zbiorowości, których przynajmniej niektórzy ważni przedstawiciele, o ile nie zagrażają bezpośrednio filozofii, mogą np. tworzyć jej negatywny wizerunek lub rozpowszechniać krzywdzące stereotypy. Pomijam tutaj ich opis ze wskazanych wcześniej powodów).

Jeśli chodzi o wzajemny stosunek filozofii i religii jako działalności i treści przekazu w warunkach wolności, to jest on wykluczający. Filozofia i nauka powstały na gruncie wyzwolenie się od przynajmniej niektórych, ale ważnych i istotnych dla religii przesądów. Ich rozwój jeszcze bardziej te różnice pogłębił. W starożytności, jeśli filozofowie nie występowali jawnie przeciwko wierzeniom i nie wnoszono przeciw nim oskarżeń byli tolerowani, jakkolwiek zdarzały się tragiczne ekscesy. Część filozofów dopuszcza istnienie pewnej rzeczywistości pozazmysłowej, posiadającej cechy bóstwa religii. Z reguły te poglądy nie mają cech popularnych wierzeń. Filozofowie, którzy uważają swoją profesję za autonomiczną i samowystarczalną działalność do określania własnych przekonań, nie widzą żadnych punktów styczności z religią. Od momentu powstania instytucjonalnego chrześcijaństwa wykorzystuje się w nim filozoficzne sposoby argumentacji dla celów religijnych. Jest to zależna forma wykorzystywania pewnych wyników i metod filozofii, a nie nowa jej forma. Nieodłączne od samej filozofii jest uprawianie jej jako autonomicznej działalności. (wyjaśniam to w II części). Uznanie wcześniejszych, nienaruszalnych prawd wiary, taką cechę tej działalności wyklucza. Z tego powodu nie widzę możliwości podzielania przez tą samą osobę równorzędnych przekonań religijnych i filozoficznych. Filozofia w pełni toleruje samo wyznawanie poglądów religijnych jak każde posiadanie poglądów. Ta wolność jest jej podstawą. Rzeczywistość pokazała i pokazuje, że nie ma takiej symetrii, tj. religii względem poglądów filozoficznych. Współcześnie większość wierzeń chrześcijańskich toleruje swobodne wyznawanie poglądów filozoficznych przez osoby nienależące do wspólnoty, jednak zwykle nie akceptują wszelkich postępowań, które równocześnie są zakazane lub piętnowane dla ich wyznawców, choćby nie dotyczyły spraw religijnych. To jest również obszar wykluczania się między wolną filozofią a religią.

Jeśli chodzi o stosunek elit świeckich do filozofii i filozofów, to przed uzyskaniem znaczącego wpływu na władzę ideologii, której prawzorem i pierwszym zastępnikiem była religia, był on na ogół pozytywny i wspierający. Uległ zdecydowanemu pogorszeniu od chwili, kiedy najwięksi władcy stali zależni od hierarchów chrześcijańskich. Ogólna tendencja jest taka, że to właśnie silny wpływ na rządzących wszelkich władz ideologicznych sprzyja negatywnemu stosunkowi do filozofii włącznie ze stosowaniem represji względem filozofów, przedstawicieli nauki, sztuki czy niedominujących religii. Stosunek elit do filozofii jest więc pochodną roli religii i pozareligijnych ideologii w sprawowaniu władzy.

Ryszard Gromczak, 22.04.2017

 

Opublikowano Artykuły z bloga | Otagowano , , , , | 1 komentarz